Dlaczego tak długo mnie tu nie było – i o jednej z najbardziej niedocenianych przesłanek RODO
Od dawna nie było tu nowego wpisu. Nie dlatego, że zabrakło tematów – wręcz przeciwnie. W ciągu kilku ostatnich miesięcy zmarło kilka bardzo bliskich mi osób. To był czas, w którym musiałam na chwilę zwolnić, złapać oddech i poukładać swoje sprawy. Wracam jednak z tematem trudnym, ale niezwykle potrzebnym. Tematem, który pokazuje, że RODO nie jest przepisem „przeciwko ludziom”, lecz – w określonych sytuacjach – dla ochrony życia i zdrowia.
Historia, która nie powinna się wydarzyć
Ostatnio usłyszałam historię, która nie daje mi spokoju.
Dziewczyna nie przyszła do pracy. Pracowała tam od kilkunastu lat. Nigdy wcześniej nie zdarzyło się, by nie przyszła bez uprzedzenia. Nigdy nie było problemu z kontaktem. Tym razem – cisza. Telefon milczał.
Koledzy z pracy wiedzieli, że samotnie wychowuje dziecko z niepełnosprawnością. Zaczęli się obawiać, że mogło stać się coś poważnego – jej, dziecku albo im obojgu. Nie był to impuls ani plotka. Było to racjonalne zaniepokojenie oparte na wieloletniej znajomości i konkretnych okolicznościach.
Jedna z koleżanek przypomniała sobie, że wiele lat temu – „na wszelki wypadek” – dostała od niej klucz do mieszkania. Problem w tym, że nie pamiętała dokładnego adresu. Wiedziała tylko, w jakiej okolicy i w którym bloku może mieszkać.
Koledzy zadzwonili do kadr. Opisali sytuację. Wskazali, że chodzi o realną obawę o życie i zdrowie pracownicy oraz jej dziecka. Poprosili o podanie adresu zamieszkania. Kadry odmówiły. Powołały się na ochronę prywatności pracownika.
Koledzy zdecydowali się działać sami. Ustalili blok, chodzili od drzwi do drzwi, pytali sąsiadów. W końcu ktoś wskazał właściwe mieszkanie. Gdy weszli do środka – było już za późno. Dziewczyna nie żyła.
Read More